Preludium

Skłębione myśli

tłukące się w głowie.

Skąd was tyle?

Natrętne jak muchy

dźwięcznie brzęczące.

A przecież tak miłe,

i tak upragnione.

To przez nie żyję w szalonym tym świecie,

co sam powołuję i unicestwiam zarazem.

Nigdy ich nie odgadniesz, przechodniu życia,

a ja nie zdołam ci jasno wyłuszczyć.

Oooo – tajemnica to słodka, zamknięta, jak w szczelnej klatce przepastnej.

A może to dobrze, że profan nijaki nie ma dostępu do miejsc jakże świętych,

gdzie tylko Stwórca dyskretny zaglądać ma prawo, a czyni to pewno nieśmiało.

 

 Szalony mój pędzie.

Kochane me życie.

Rozkładam ramiona i chłonę cię cały.

Bo miałem początek i temu nie przeczę,

lecz końca nie widzę – nie będzie go przecież.

 

Aaaa – śmiejesz się! Słyszę to dobrze...

Lecz wcale nie zważam na śmiech jakże pusty.

Patrz w górę! Oderwij swe oczy od ziemi brunatnej.

W niej nie wyczytasz przeznaczeń dla ciebie.

W jej grudzie nie dojrzysz szlachetnych tajemnic,

choć mógłbyś - lecz trudne to strasznie.

 

Stań w sierpniu, północą, na polu, i głowę wznieś w górę,

Widzisz miriady światełek na niebie? Przesuń oczami metr w prawo,

przemierzysz miliardy lat świetlnych w sekundzie.

A widzisz – zaczynasz dostrzegać i czuć wreszcie miarą właściwą, i myśleć.

Pozwól, by w głowie zaczęło wirować, i niemów że wszystko już wiesz, boś przecież jest mądry.

 

Mądrość? Czy wiesz kim jest Ona? Brzmiąca znajomo, lecz jakże odległa.

Myśl o Niej zawsze, a da ci się poznać, ale nie Cała, i nie tak od razu.

Nie szydzisz już ze mnie? Zaczynasz przeczuwać? Myśli się tłuką jak serce biegacza?

Oooo – znak to dobry, zbawienne da plony. I żyć będzie lepiej i piękniej – owocniej.

 

Szalone me myśli, czy pojmę je kiedyś?

Wśród tylu tajemnic, dla siebie

ja jestem największą.

PG