Dziwna oszczędność

Kiedy w na początku kadencji Rady Gminy w latach 2002 -2006 wpadliśmy z Jerzym Misztalem na pomysł stworzenia funduszu sołeckiego, takiego drobnego finansowania sołectw, celem umożliwienia lokalnej społeczności troszczenia się o drobne, a przecież niezbędne rzeczy, jak choćby zrobienie tabliczki z nazwą ulicy czy też sfinansowanie jakiegoś działania w obrębie placu zabaw i temu podobnych, wówczas natrafiliśmy na duży problem.

Problem był rzeczywiście duży, a polegał na totalnym braku finansów w kasie gminy. No i nic dziwnego, wszak byliśmy właśnie świeżo po wybudowaniu nowej placówki oświatowej w Kamieńcu Wrocławskim i ta wielomilionowa inwestycja mocno nadwyrężyła kilka kolejnych budżetów.

Ale przejdźmy do meritum. Otóż gdy wnioskowaliśmy o zabezpieczenie pieniędzy w budżecie na ten właśnie cel, wówczas pani skarbnik, widząc ogromne niedobory w finansach, poprosiła o wskazanie źródła finansowania, a chodziło wówczas o 3 tys. na sołectwo, czyli łącznie o kwotę 39 tys. złotych.

Z powodu rzeczywiście ciasnego budżetu, podjęliśmy decyzję o zmniejszeniu swoich diet oraz o zmniejszeniu inkasa sołtysów z 10% prowizji na 5% (takie stawki obowiązywały w niektórych gminach). O ile obniżenie diet radnych nie spowodowało większych perturbacji, o tyle obniżenie prowizji za zbieranie podatków przez sołtysów było otworzeniem puszki pandory. Będąc pomysłodawcą tego rozwiązania dostałem wówczas pierwsze cięgi jako radny i pod olbrzymią presją zarówno ja, jak i rada, wycofaliśmy się z obniżenia inkaso dla sołtysów pozostawiając je na poziomie 10% co było wielkością niemałą porównując z innymi gminami w tamtym czasie. Obniżone diety radnych funkcjonowały do momentu polepszenia się sytuacji budżetowej gminy.

Czemu o tym piszę? Otóż kiedy szuka się pieniędzy w budżecie, to trzeba umieć je znaleźć również na wydatkach (czytaj przychodach) własnych, czyli inaczej mówiąc - dietach radnych, a to znaczy, że trzeba wyciągnąć pieniądze również ze swojej kieszeni, zwłaszcza kiedy tnie się pieniądze podatników (za pieniądze podatników wypłacone radnym w formie diet) przewidziane na tychże właśnie podatników.

Takimi pieniędzmi była kwota 280 tys. zł przeznaczona na zadania realizowane przez organizacje pozarządowe działające na terenie naszej gminy w zakresie sportu i rekreacji.

Cóż te organizacje takiego robią?

Ano - wypełniają te przestrzenie życia społecznego w różnych jego wymiarach, które de facto powinna wypełniać gmina. Ale ponieważ organizacje działają non profit, więc wypełniają je: po pierwsze taniej, a po drugie czynią to pasjonaci, więc jakość i bogactwo oferty jest na wyższym poziomie za mniejsze pieniądze (wyjazdy zorganizowanych grup na narty, na piesze trasy górskie, do parku wodnego, prowadzenie drużyn piłki nożnej, szkółki piłkarskiej i wiele innych pomniejszych działań).

Przyznać trzeba, że w skali budżetu gminy na ten rok (38,3 mln) nie były to środki ogromne, zważywszy, że gmina nie prowadzi żadnych domów kultury, ośrodków sportowych (wyjątkiem jest boisko Orlik w Kamieńcu, które ma swojego opiekuna na etacie gminy) i temu podobnych działań, które chłonęły by o wiele więcej środków finansowych na samą infrastrukturę i etaty.

Z pierwotnej kwoty 280 tys. zł (0,73% budżetu gminy na działania w zakresie kultury fizycznej i rekreacji) przewidzianej na zadania realizowane przez organizacje pozarządowe planowano najpierw zdjąć 100 tys. zł, ale po ożywionych dyskusjach i spotkaniach zdecydowano na komisji wspólnej o obcięciu 60 tys. zł. Jednak na kolejnej wspólnej komisji, to jest 11 lutego bieżącego roku, podjęto decyzję większością głosów, aby obciąć tę kwotę o kolejne 40 tys. zł (cześć radnych głosowała dwukrotnie przeciwko takiemu rozwiązaniu). Tak więc to co pierwotnie planowano obciąć (100 tys. zł) - obcięto, czyniąc tak zwaną "przetrzepkę" w bardzo delikatnej strukturze, którą kiedy się raz zniszczy, to bynajmniej prędko się ona nie odnowi – myślę tu o społecznikach i ich zacięciu do pracy na rzecz środowiska.

W ramach szukania oszczędności padła propozycja ze strony jednej radnej, aby przyjrzeć się wydatkom urzędu gminy i była by to może nawet przednia myśl, jednak zabrakło jednego elementu.

Ale zanim o tym mowa, to jeszcze jeden fakt. Otóż pani skarbnik złożyła wniosek o dołożenie środków na obsługę rady gminy (kwota przeznaczona na wypłatę diet radnym) bo kwota 236 tys. zł przewidziana na ten rok przy takim stylu pracy – czyli bardzo dużej ilości komisji, więcej niż planowano (30 tys. zł kosztowały diety radnych w samym miesiącu styczniu) będzie niewystarczająca.

W wyniku głosowania kwotę zwiększono o 45 tys. zł.

Konkluzja jest zatem następująca.

W ramach szukania oszczędności zabrano na działania sportowe i rekreacyjne, skierowane do mieszkańców gminy, najpierw 60 tys. zł następnie 40 tys. zł, po czym na diety radnych dołożono w budżecie 45 tys. złotych.

Padła z sali argumentacja jednej z pań radnych, że przecież radni muszą się zapoznawać z tematami, żeby móc zabierać głos w sprawach gminy (miało to tłumaczyć dużą ilość zwołanych komisji). Zaprzeczyć się temu nie da - że radny musi się zapoznawać – normalna rzecz, ale zdawać by się mogło, że zapoznawanie w ramach płatnych komisji też musi mieć granice rozsądku. Poprzednie rady także się zapoznawały z problemami, ale ich system pracy nie generował tylu płatnych komisji.

Być może dieta płacona ryczałtem miesięcznym byłaby lepszym rozwiązaniem, dającym możliwość zwoływania nawet 10ciu komisji w miesiącu, bez generowania dodatkowych kosztów (znaleźlibyśmy wówczas oszczędności) – tylko czy byli by wówczas chętni do uczestnictwa w tych komisjach oraz do wnikliwego zapoznawania się z problemami gminy? -Tego nie wiadomo...

Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie obsługi JavaScript.

PS.

Czym różnią się od siebie: sołtys, radny, społecznik.

Wszyscy oni pełnią funkcje społeczne jednak są cechy ich odróżniające.

Sołtys sprawuje swoją funkcję z wyboru społecznego. W ramach swojej pracy otrzymuje dietę miesięczną oraz ma 10% udziału w zebranych przez siebie podatkach.

Radny sprawuje swój mandat na bazie wyboru społecznego i otrzymuje w zamian za swoją pracę dietę za każde posiedzenie komisji i sesji Rady Gminy za wyjątkiem przewodniczącego Rady, który ma miesięczny ryczałt oraz wiceprzewodniczącego, który ma miesięczny ryczałt oraz dietę za posiedzenie w komisjach (takie jest rozwiązanie w naszej gminie).

Społecznik działa na bazie własnego wyboru. Często jego działanie okupione jest zaniedbywaniem własnych spraw z powodu przeznaczania dużej części swojego czasu dla spraw publicznych.

Za swoją pracę nie otrzymuje wynagrodzenia. Wdzięczność osób, odbiorców jego pracy jest głównym wynagrodzeniem. Nierzadko spotykają go różne przykrości związane z pomówieniami oraz traktowaniem jego pracy jako dziwnego hobby niezbyt potrzebnego otoczeniu.

Trzeba przyznać, że część obecnych radnych oraz sołtysów weszła w struktury samorządowe na bazie swoich wcześniejszych działań społecznych. Takie osoby są najcenniejszymi nabytkami w radach gmin. Dysponują bowiem ogromnym doświadczeniem organizacyjnym oraz zrozumieniem ważności problemu społeczeństwa obywatelskiego, czyli takiego, które jest aktywne w obszarach swojego codziennego oraz odświętnego egzystowania.

Społeczeństwo obywatelskie jest najlepszym modelem, dającym każdej jednostce możliwość wszechstronnego rozwoju oraz aktywności.

Aby jednak takie społeczeństwo stało się faktem, wielu ludzi podjęło i podejmuje wysiłek i organiczną pracę w jego różnych obszarach.

Jesteś tutaj: Strona Główna Gazetka "Wokół Nas" Dziwna oszczędność